Lifestylowy blog rodzinny.
READING

Jak wybrać przedszkole dla dziecka – nasze d...

Jak wybrać przedszkole dla dziecka – nasze doświadczenia

jak wybrać przedszkole

Pamiętacie jak wróciłyście z małym człowieczkiem ze szpitala ? Takim tycim, tycim ? Maleństwem, zawiniątkiem ? Oczywiście, że pamiętacie. No, to teraz chlust kubeł zimnej wody na głowę i czas tego małego człowieczka po raz pierwszy wyprawić w świat.

Trudne, prawda ? Trzeba nasz największy skarb oddać w obce ręce, a to wcale nie jest łatwa, prosta i nieskomplikowana sprawa jak być może niektórzy chcieliby Was przekonywać. Mam nadzieję, że mój tekst choć trochę rozwieje Wasze wątpliwości i obawy co do odpowiedzi na pytanie – jak wybrać przedszkole dla dziecka ?

Jest taka zasada marketingowa, która mówi iż niemożliwym jest pogodzenie trzech wartości – szybko, dobrze i tanio. No, nie ma szans, choćby nie wiem jak się napinać. Albo szybko i dobrze (ale nie tanio), albo szybko i tanio (ale nie dobrze), albo dobrze i tanio (ale nie szybko). Tak to idzie. Podobnie z przedszkolem. Tyle, że usługa sprawowania opieki nad małym dzieckiem jest wyjątkowa. To nie są buty oddane do naprawy, tylko mały człowiek, który widzi, myśli, ma własną godność i uczucia. Co robić ?

Najpierw trochę teorii, a w tym nasze doświadczenia przedszkolne, zakończone po paru perypetiach, happy endem 🙂

Pewnie niektórzy z Was mieli okazję czytać list Pani Przedszkolanki, który jakiś czas temu krążył w sieci, a jeśli nie, to poczytajcie sobie TUTAJ. Cóż, pewnie są rozhisteryzowani Rodzice, któzy marzą o 3-letnim poliglocie, a każdą obcą kobietę zajmującą się ich dzieckiem traktują jak Obcego – Ósmego Pasażera Nostromo. Sa także wspaniałe, cudowne Panie Przedszkolanki, dla których praca z dziećmi nie jest przypadkowym zajęciem, ale prawdziwym powołaniem. Są, są na pewno, sama znam … kilka ? Dwie, trzy ? Niestety są w mniejszości. I tutaj się nam robi problem, bo zawsze i przede wszystkim, najważniejsza jest Pani. Potem organizacja i lokalizacja Waszego przedszkola. A szefem wszystkich szefów jest Wasze dziecko.

LOGISTYKA i WYGODA

Mam ten komfort, że te w zasadzie kluczowe dla wielu Rodziców czynniki wyboru przedszkola niekoniecznie mnie dotyczyły. Mogłam zawieźć dziecko na drugi koniec miasta, bo tam było fajne miejsce i super Ciocia i dobrze się tam czuło. Fakt, faktem teraz przedszkole naszej córki znajduje się jakieś 1,5 km od naszego domu i odczuwam to jako dar niebios niemalże, w porównaniu do wcześniejszego podróżowania z synkiem przez całe miasto. Jednak dla większości Rodziców lokalizacja placówki będzie odgrywała ważną rolę. Cóż, wtedy nasz wybór będzie niejako ograniczony, bo ze względu na miejsce pracy, zamieszkania, zamieszkania dziadków, którzy na przykłąd będą malucha odbierali z przedszkola, MUSIMY wybrać takie a nie inne miejsce. Zdarza się jednak, że mamy możliwość wyboru. To dobrze. Niestety, muszę Was trochę rozczarować. To wcale nie znaczy, że Wasz wybór będzie dobry.

Odpowiedź na pytanie czy dokonaliście dobrego wyboru poznacie dopiero po pewnym czasie. Kiedy Wasze dzecko jakiś czas „pochodzi” do danej placówki i zaczniecie od niego odbierać sygnały jak tam się czuje. Do tego dochodzą Wasze własne obserwacje. Wbrew krążącym w necie (i wykluczającym się) opiniom, że Rodzice to idioci, a Panie Przedszkolanki leniwe baby, cały obraz przedszkolnego świata nie jest oczywiście czarno – biały.

POWIEMY WAM JAK JEST

Bo liczy się Ciocia i Dyrekcja. Niebagatelna jest też infrastruktura tj. budynek, przestronność sal, czy jest jadalnia, sala gimnastyczna, ogród (zacieniony czy w pełnym słońcu), parking. Jak zlokalizowane jest przedszkole, i to nie tylko w samej kwestii wygody Waszego dojazdu, ale miejsca tzn. czy dzieci mogą z niego bezpiecznie wyjść na spacer itp. Ważna jest kuchnia i posiłki. Do tego dochodzi coś takiego jak indywidualizm Waszego dziecka. Niby wszystkie małe, ale każde inne. Tyle, że każdy maluch potrzebuje ciepła, uważnej i odpowiedzialnej opieki, miejsca do zabawy, odpoczynku i rozwoju. To jest wspólny mianownik i na to na pewno trzeba zwracać uwagę.

Pierwsza przygoda naszego Antosia z przedszkolem nie była zbyt udana. Zaczął nam okropnie chorować, a Pani która opiekowała się jego grupą (dzieci 2,5 l- letnie) mój Pan M. nadał miano „Frau”. Sami rozumiecie. Antek po 2 miesiącach w przedszkolu, w tym jakiś 6 tygodniach chorowania był z powrotem w domu. Odczekał sobie co nieco pod pieczą Mamy (wtedy w ciąży z jego siostrą) i zaliczył epizod z wiejskim przedszkolem publicznym. Przedszkolem, które mogłoby być całkiem fajne ale … coroczna zmiana Pani i fatalna kuchnia niestety wystawia mu dosyć słabą notkę. W przedszkolu pracowały prawdziwe przedszkolanki z powołania i jedna „biurkowa” czyli Pani cały dzień za biurkiem, a dzieci na podłodze, która to Pani niestety prowadziła grupę naszego synka. Bez rokowań na poprawę, o dziurach w spodniach nie wspomnę. Finał finałów Antoś trafił do prywatnego przedszkola walfdorfskiego. I zaskoczyło. Świetne Ciocie, nietypowe jak na przedszkolne standardy odżywianie (które akurat nasze dziecko „postawiło na nogi”), kreatywne zabawy, sporo zajęć artystycznych i … spokój. Brak plastiku, głośnej muzyki, a w ogródku piękny, nowy drewniany domek, w którym nasze dziecko z kolegami spędziło znaczną część swojego przedszkolnego żywota 😉

OBSERWUJ DZIECKO

Maluch czasem nie powie co się stało i jakie są jego odczucia, ale obserwując dziecko dacie radę rozszyfrować sygnały. Jest smutne czy wesołe ? Otwarte czy zamknięte w sobie ? Chętne do zabawy czy markotne ? To samo w przedszkolu … musi „zaskoczyć”, chodzi też o Was Rodziców. Sami musicie być przekonani o właściwości Waszego wyboru. Co jak co, ale to miejsce i osoby, z którymi Wasz maluch nierzadko spędza prawie cały dzień. To nie jest jakaś bułka z masłem i nie wpędzajcie się w poczucie winy, że „wymyślacie”. Macie „wymyślać” i wymagać. Tyle.

NIE MA LEKKO

Przedszkolne przygody naszego synka zakończyły się pomyślnie. Potem przyszedł czas na córcię. Tak sobie myślę, że pewnie byłoby zupełnie inaczej gdybym poprzez pracę zawodową czy finanse „nie miała wyboru” i bez względu na wszystko musiała się trzymać raz wybranego przedszkola. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie sytacji, kiedy zauważam niepokojące sygnały wysyłane przez moje dziecko, czy tez obserwowane w placówce i nie reaguję. W moim przypadku reakcję ułatwiają dzieci, które są kontaktowe i przyjaźnie nastawione do świata, więc zmiana nie jest dla nich czymś przerażającym. Traktują ją bardziej w kategoriach ciekawej nowości. Nasza Ania jest pogodną, rezolutną i dość (!) żwawą dziewczynką, aby nie przedłużać nadmienię tylko że Panie przedszkolanki w pierwszej placówce były na tyle nieudolne, że nasza córka biegała półgoła, bo opiekunka nie uważała za stosowne ogarnąć dzieci korzystających z łazienki. Wykonywała ćwiczenia gimnastyczne, z którymi nie była sobie w stanie poradzić równie dobrze jak pozostałe dzieci w grupie, bo dwa miesiące wcześniej ze względu na wadę wzroku zaczęła nosić okularki. Dopiero się z nową sytuacją oswajała i niektóre wyzwania ciut ją przerastały. Nikogo zbytnio to nie obchodziło pomimo naszych próśb, aby zwracać na to uwagę. Ogólnie, pod względem organizacyjnym przedszkole było prowadzone wzorowo, tyle że miało zupełnie przypadkowy personel. Być może małe płace lub tym podobne, ale cóż … nie kosztem mojego dziecka. Kolejna placówka była na tyle bezstresowa, że w miesiącu marcu Panie nie widziały nic niestosownego, aby dzieci zakopały się po szyję w piaskownicy w mokrym piachu (tak, dobrze zrozumiałyście – tak jak na plaży), a czarę goryczy przelała sytuacja, w której przedszkolanki zmieniały kreacje na świąteczne przedstawienie (nie dekoracje tylko kreacje i robiły makijaż), a w tym czasie na naszą Ankę wpadł kolega z grupy, czego efektem były złamane okulary i zranienie w oklicach łuku brwiowego. Teraz trafiliśmy na Panią, która pomimo opieki nad całkiem liczną grupą dzieci potrafi naszej córce wyczyścić w ciągu dnia okulary, poczesać rozwichrzoną zabawą fryzurkę (robi to wszystkim dzieciom), zadbać by ubrudzony maluch przebrał się w czyste rzeczy, a do tego prowadzić arcyciekawe zajęcia. Po dwóch tygodniach w przedszkolu nasza córka obwieściła, że w przyszłości zostanie opiekunką do dzieci. I koniec tematu. Pani jest kochana, najukochańsza, najwspanialsza, a ja zostawiając rano córkę w przedszkolu spokojnie jadę do pracy i dalszych zajęć. Da się ? Da się, ale lekko nie było. Taka karma widocznie.

PANI, PANI KOCHANA

W szkole najważniejsza jest Pani (ale o tym niebawem), w przedszkolu nie chce być inaczej. Jak zwykle i bez wgłębiania się w naukowe rozprawy, najważniejszy jest człowiek. Ten mały i ten duży, który nad tym małym sprawuje opiekę. Oczywiście, natrafiając na oporny materiał można probować, jako rodzic płacący czesne, negocjować, instruować i prosić o to czy tamto. Z własnego doświadczenia powiem Wam jednak, że nie warto. Czas płynie, a finalnie i tak nie zmienimy zastanej sytuacji. Naprawdę, wtedy lepiej poszukać innej placówki.

NIE, NIE I JESZCZE RAZ NIE

Niefortunna lokalizacja. Ciasnota. Prywatne budynki mieszkalne przerobione na przedszkola. Brak kuchni i jadalni. Od strony infrastruktury są to czynniki, które zawsze działają na minus. Przedszkolanki ? Musicie zadziałać intuicyjnie, ale i z tym bywa różnie, bo faktycznie będziecie w stanie ocenić przedszkole dopiero po pewnym czasie korzystania. Nie odpuszczajcie, obserwujcie. Nie chodzi o ty by być ześwirowanym rodzicem, który jak Małgosia Rozenek jedzie palcem w białej rękawiczce po szafkach, ale odpowiedzialnym. Tu nie chodzi o lakier na zderzaku (ale i tak wiem, że będziecie wypytywali o dobrego lakiernika), tylko o Wasze dziecko. Postarajmy się, bo pierwsze doświadczenia przedszkolne i szkolne na długo pozostają w pamięci, a także kształtuja wiele późniejszych zachowań. Mam nadzieję, że uda Wam się trafić na przedszkole, które Wasze dziecko i Wy pokochacie od pierwszego dnia i wejrzenia. Tego Wam życzę z całego serca, ale jeśli coś, ktoś będzie nie tak,  nie wahajcie się szukać i zmienić. Na lepsze.


RELATED POST

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

INSTAGRAM
KNOW US BETTER